Archiwum newsĂłw 13.03.2004-10.11.2008

Adrian nic nie musi

14.03.2007, 19:40 - dodał Administrator
Razem byli w Granicy Lubycza Królewska i w Czarnych Dęblin. Teraz ich drogi piłkarskie znów się zbiegły. Po półtorarocznych przekonywaniach trener Marek Sadowski namówił syna Adriana do gry w kolejnym prowadzonym przez siebie zespole.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że mocno zaryzykowałem. Uważam jednak, że Adrian nam się przyda. Że spełni pokładane w nim nadzieje. Jest młodzieżowcem. A z zawodnikami do lat 21 mieliśmy w rundzie jesiennej sporo kłopotów. Niby mamy w klubie mnóstwo zdolnych młodych zawodników. Ale grają oni w kratkę. Po dwóch dobrych występach przytrafiają im się dwa lub trzy słabsze. Jestem przekonany, że Adrian strzeli dla nas pięć, może nawet siedem bramek. Trochę pograł w moich zespołach. I nigdy mnie nie zawiódł - mówi trener Marek Sadowski.
Ostatnimi czasy Sadkowi juniorowi nie wiodło się jednak na boisku. Pobytu w Hetmanie Zamość i w Radomiaku Radom, dwóch klubach trzecioligowych, nie może zaliczyć do udanych. Rozczarował zwłaszcza w tym drugim zespole. Miał mnóstwo sytuacji strzeleckich, ale wykorzystał tylko trzy. Także w Hetmanie rzadko trafiał do siatki. W ciągu całej rundy wiosennej ze strzelenia gola cieszył się w Zamościu tylko dwa razy.
- Jest trochę podłamany, bo wydawało się, że kariera stoi przed nim otworem. Tymczasem zetknął się z szarą rzeczywistością, z nieprzyjemnymi kibicami. Potrzeba mu wsparcia psychicznego, pomocy mojej, Łady i biłgorajskich kibiców - tłumaczy szkoleniowiec Łady.
- Kiedyś, gdy szło mi całkiem dobrze, podchodziłem do meczów na luzie. Grałem z większą fantazą. Ale po nieudanej przygodzie z Radomiakiem - o tych wcześniejszych klubach nawet nie wspominam - straciłem pewność siebie. Jeśli ją odzyskam, będę grał znacznie lepiej. Muszę jednak podejść do gry w Ładzie ze spokojem - dodaje Adrian Sadowski.
Młodszy Sadowski mówi, że zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo na niego liczy ojciec. I nie chce go zawieść.
- Dołożę wszelkich starań, żeby nikt nie musiał na mnie narzekać - ani tata, ani kibice, ani koledzy z zespołu. Mam nadzieję, że oni też będą dla mnie wsparciem. Kilka razy przyjeżdżałem na mecze do Biłgoraja. I muszę przyznać, że nigdzie nie widziałem tak wspaniałej atmosfery na trybunach i w klubie. Aż się chce tutaj grać - mówi Adrian.
Kto wie, czy największym problemem tego młodego i utalentowanego zawodnika nie jest to, że ojciec zbyt wysoko zawiesił mu poprzeczkę. Przecież przed laty Marek Sadowski był wyróżniającym się obrońcą w polskiej ekstraklasie. Ocierał się o kadrę prowadzoną przez selekcjonera Antoniego Piechniczka. Bliski był wyjazdu z reprezentacją Polski na mundial do Meksyku w 1986 roku. I młody, ambitny piłkarz chce być tak dobry, jak kiedyś ojciec.
- To chyba normalne, że chciałbym mu dorównać. Tata dał mi wyznacznik. Ale z jego strony nie ma żadnej presji. Inna sprawa, że jeszcze jestem młody i mam sporo czasu na to, żeby wypłynąć na głębokie wody - tłumaczy nowy nabytek Łady.
- Zgadzam się z tym. Adrian ma dużo czasu, żeby zostać świetnym piłkarzem. Dla mnie jednak nic nie musi. Nie musi się sprężać, żeby zostać gwiazdą. Musi za to skończyć studia. To jest najważniejsze. Jeśli gra w piłkę będzie go bawiła, sprawiała mu przyjemność, to zostanie dobrym piłkarzem. Jeśli wychodząc na boisko będzie się bał - to powinien dać sobie z tym spokój. Wierzę w jego umiejętności, wierzę w to, że nam pomoże. Że będzie wzmocnieniem. Ale muszę jasno powiedzieć, że nie sprowadziłem go po to, aby pociągnął Ładę do awansu do III ligi. Odeszło siedmiu zawodników. Na ich miejsce trzeba było kogoś sprowadzić. A w zimowej przerwie nie jest to takie łatwe, bo piłkarze zwykle podpisują kontrakty do czerwca. Jednakże cieszę się, że udało mi się namówić do gry w Ładzie swego syna - przekonuje starszy Sadowski.
Adrian bardzo ciepło został przyjęty przez piłkarzy Łady. W każdym kolejnym meczu sparingowym gra coraz pewniej. Wydaje się, że jego forma nadal będzie rosła. A wtedy nie powinien się obawiać o miejsce w wyjściowej jedenastce.
- Muszę wykorzystać to, co kiedyś Adrian miał w sobie najlepszego, czyli szybkość, drybling i skuteczność. Będę go ustawiał na boisku tak, żeby miał więcej miejsca do gry. Żeby mógł się z piłką rozpędzić. Od dogrywania piłek będą inni - Irek Zarczuk, Wojtek Białek, Piotrek Fulara. W praktyce będziemy grali czwórką napastników, jak w starym systemie. Jeśli jednak Adrian nie będzie w dobrej formie, to usiądzie na ławie. Musi dać z siebie wszystko - mówi szkoleniowiec Łady.
- Będzie dobrze. Wierzę w to, że pomogę Ładzie awansować do III ligi. Gdybym w to nie wierzył, to by mnie tu nie było - tłumaczy Sadowski junior.

Autor: Marek Sztochel
Źródło: Kronika Tygodnia

[wróć do newsów]


Info

Skomentuj newsa na forum

Powered by PsNews