Archiwum newsĂłw 13.03.2004-10.11.2008

Nikołaj Fokin dla Kroniki Tygodnia

20.09.2006, 15:12 - dodał Administrator
Rozpoznać go nawet w największym tłumie nietrudno. Chłop na schwał. Charakterystycznie ubrany. Biała koszulka z czerwonymi lamówkami i żółtym napisem CCCP.
- Dobrze, że ZSRR się rozpadł. Ale kocham Związek Radziecki, bo to moja ojczyzna - mówi urodzony w Gruzji, a mieszkający od szóstego roku życia na Ukrainie Nikołaj Fokin.
Jednakże nie z miłości do Kraju Rad Kola nie zmienia odzienia od chwili przyjazdu do Biłgoraja.
- Przyjechałem tylko na jeden dzień, a jestem tu już trzy tygodnie. Pojawiłem się na zaproszenie trenera. Miałem tylko pogadać i zapewnić go, że przejdę do Łady, ale dopiero za pół roku. Po rozmowie zgodziłem się od razu podpisać kontrakt. Nie przygotowałem się na tak długi pobyt poza domem. Nie mam żadnych innych ubrań. Na pierwszą pensję muszę jeszcze poczekać ze dwa tygodnie. Wtedy coś sobie kupię - tłumaczy.

Nie chcieli strzelać
Zarobi trochę więcej niż w ukraińskim Weresie Równe, w którym ostatnio grał. Gdyby działacze Łady zaoferowali zbliżone pobory, na pewno nie zostałby w Biłgoraju. Tak jak nie został w Lubyczy Królewskiej. Działacze i szkoleniowcy Granicy wydzwaniali do niego na Ukrainę. Bez efektów. Jego telefon milczał. A gdy już udało im się z Kolą skontaktować, bramkarz nie był zainteresowany powrotem.
- Po pięciu latach gry o nic znudziło mi się. Granicę opuściłem również ze względu na pieniądze. Przez pierwszy rok w Lubyczy był miód, potem dużo mniej, a ostatnio zero. Drażniło mnie też podejście do obowiązków samych piłkarzy. Przed sezonem dużo pokrzykiwali o tym, że będą ciężko pracować. Gdy liga się zaczęła, nie było ani jednego chętnego do pozostania ze mną po treningu, by strzelać karne. Każdy miał jakąś wymówkę. Szkoła, studia, praca, robota przy domu - mówi nowy bramkarz Łady.

Tęskniące żony i dzieci
Jego zdaniem polski futbol słabnie, bo ludziom dobrze się powodzi. A ukraińska piłka rośnie w siłę z powodu biedy.
- Już nie będziecie mieli takiego Bońka, Laty czy Lubańskiego. Młodzi w Polsce nie chcą grać w piłkę, bo mają wszystko, co chcą. Już na komunię dostają komputery lub inny bardzo drogi sprzęt. A potem wybierają szkołę i karierę zawodową, bo z piłki nie będą mieli chleba. U nas ludzie nie mają nic do stracenia, stawiając na piłkę - przekonuje.
Fokin uważa, że tylko pod jednym względem polski futbol góruje nad ukraińskim. Chodzi o zainteresowanie mediów i kibiców niższymi ligami. W Polsce mecze w małych miasteczkach są świętem.
- W Biłgoraju wszyscy mieszkańcy żyją ligowym meczem Łady. Przyjeżdża wielu dziennikarzy. Mecz nagrywa lokalna telewizja. Kiedy grając w Granicy obroniłem dwa karne w jednym meczu, następnego dnia całą pierwszą stronę w jakimś dzienniku wypełniło zdjęcie z moją podobizną. W Polsce łatwo się wypromować do wyższej ligi - mówi.

Gra, by dobrze zjeść
Ludzie Granicy mówią, że Kola zawsze będzie im się kojarzył ze znakomitymi występami i ze snickersami.
- Dla tych batonów zrobiłby wszystko. Przed meczem mówił, że jeśli dostanie snickersa, to nie puści ani jednej bramki. Szybko ktoś pędził wtedy do sklepu. I rzeczywiście Fokin bronił jak w transie - wspomina były trener Granicy Zbigniew Kuczyński.
Na treningach Kola toczył z piłkarzami boje o batony. Szło o pięć karnych. Wygrywał piłkarz, jeśli zaliczył pięć trafień z jedenastu metrów. Zwycięzcą pojedynku był bramkarz, jeśli obronił choć jeden strzał.
- Ależ pojadłem batonów w Lubyczy! Ani razu nie przegrałem. Na Ukrainie bramkarze grają o obiad. Tak naprawdę, to nie chodzi o to, by się najeść, tylko o to, by przegrany poszedł do domu głodny. Głód wyzwala sportową złość, chęć odegrania się. Wtedy zawodnicy podnoszą swe umiejętności. Na Ukrainie strzelającym karne łatwiej przegrać, bo mają do wykonania dziesięć jedenastek. Jednak nie udało mi się jeszcze wygrać ani jednego obiadu - opowiada Kola.
Po opuszczeniu Granicy Fokin miał szansę zagrać w pierwszoligowym klubie tureckim - Ankaraspor. Ale nie zyskał uznania w oczach trenera tamtego klubu. Wybrał Ładę i jest z takiego obrotu sprawy zadowolony.
- Czuję się w tym klubie świetnie. Trenera Marka Sadowskiego, Wojtka Białka i Sebę Skrzypka znam z Legionu. Drużyna ma jakiś cel. Idealnie będzie jednak wtedy, gdy będę zarabiał tyle, bym mógł codziennie zjeść trzy kilogramy winogron i dziesięć arbuza - mówi Nikołaj Fokin.

Autor: Marek Sztochel
Data publikacji: 19.09.2006
Źródło: Kronika Tygodnia.

[wróć do newsów]


Info

Skomentuj newsa na forum

Powered by PsNews