Nie podpadnę prezesowi26.02.2008, 07:42 - dodał Flower
Rozmowa z Ireneuszem Zarczukiem, kapitanem i napastnikiem Łady Biłgoraj• Nie przerażają pana wyniki spotkań kontrolnych Łady? - W pewnym sensie tak, ale... chyba nie do końca. Przede wszystkim rezultaty mogą nie napawać kibiców optymizmem. Z czego wynikają? Z wielu czynników. Chyba najistotniejszy to rotacja. Nasz skład zmienia się, wchodzą młodzi, jeszcze nieograni. To przekłada się później na wyniki. • Rotację? Patrzę na skład i widzę, że grają wciąż ci sami ludzie. - Ale grają wymiennie. Niekoniecznie na swoich pozycjach. Na boisku wychodzi to różnie. Z drugiej strony to, co prezentujemy w sparingach, daje nam wiele do myślenia. Musimy poprawić grę w defensywie, a do rywali podchodzić z większą determinacją i agresją. • Na brak agresji i bezkontaktową grę trener Marek Sadowski narzekał już na początku sezonu. Czyżby od tego czasu niewiele się zmieniło? - Coś w tym jest. Rzeczywiście, po awansie graliśmy piłkę ładną dla oka, ale może bez wymaganego w III lidze zęba. Taki sam obrazek mieliśmy w pierwszej połowie spotkania ze Stalą Poniatowa. W efekcie, do przerwy traciliśmy cztery bramki. Zabrakło determinacji. W drugiej połówce było już o niebo lepiej. Stwarzaliśmy sytuacje podbramkowe, lecz tylko jedną zamieniliśmy na gola. • Problemem Łady jest krótka ławka rezerwowych. Czy dwunastoma, trzynastoma zawodnikami uda się "obgonić” całą rundę? - W odpowiedzi mogę przytoczyć przysłowie o krawcu i materii. Mamy, co mamy i musimy tym gospodarzyć. Cóż, nie zaliczamy się do potentatów. Musimy bazować na tym, co mamy. • A to, co macie, wystarczy na... - Po cichu liczę, że troszeczkę się podźwigniemy. Chciałbym, żeby na zakończenie sezonu Łada uplasowała się w okolicach dziesiątego miejsca. Taka lokata jest w naszym zasięgu. Wzmocnienia składu byłyby bardziej niż wskazane. Z przyjemnością powitalibyśmy kolegów niemal na każdej pozycji. • Oj, chyba podpadnie pan prezesowi - Mam nadzieję, że nie (śmiech). Zresztą, prezes doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wszyscy wiemy, że skala potrzeb jest ogromna. Rozmawiał Paweł Grzegorczyk Żródło: Dziennik Wschodni
|