Szczęście potrzebne od zaraz25.09.2007, 07:40 - dodał Flower
Pomimo systematycznego dołowania Łady trenerskie krzesło Marka Sadowskiego pozostaje zimne jak lód.- Zmiany szkoleniowca nie będzie. Dlaczego? Bo to nic nie da. Nie tędy droga - mówi prezes Mirosław Laskowski. - Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Budujemy ten zespół od klasy okręgowej. Praktycznie wszyscy przeszli cały szlak bojowy. W przeciwieństwie do rywali nie mamy wielu piłkarzy z trzecioligowym doświadczeniem. Kibice muszą zdać sobie sprawę z realiów, w których działa klub - zachowuje zimną głowę prezes Łady i trudno nie przyznać mu racji. Realia występów na "trzecim froncie” bardzo szybko zweryfikowały przedsezonowe, chyba nazbyt optymistyczne, plany. Szczupła klubowa kasa i konieczność gospodarowania nieliczną kadrą okazała się barierą trudną do przeskoczenia. Jak dotąd klub z Biłgoraja rozstrzygnął na swoją korzyść dwa spotkania, jedno zremisował. Siedem punktów po stronie zysków pozwala na zajęcie przedostatniego miejsc w tabeli. Niżej jest tylko krakowski Hutnik, ale on rozegrał mniej spotkań niż biłgorajanie. 19 straconych bramek również nie napawa optymizmem. - Jesteśmy w dołku - bez ogródek przyznaje najbardziej doświadczony w szeregach Łady Ireneusz Zarczuk. - To wszystko siedzi w naszych głowach. Potrzebujemy jakiegoś spektakularnego zwycięstwa, żeby uwierzyć we własne możliwości. Dlaczego gramy słabo? Mamy okrojony skład. Przed meczem z Naprzodem wypadło nam dwóch podstawowych piłkarzy. Nie było kim ich zastąpić. Młodsi koledzy jeszcze nie są gotowi, żeby pociągnąć grę na poziomie III ligi. Mamy problemy z rozegraniem dwóch dobrych spotkań w ciągu tygodnia. Po prostu, taki rytm wymaga już odnowy biologicznej - wylicza kapitan Łady. Również on nie podpisuje się pod sondą kibiców, domagających się zmiany szkoleniowca. - Drużyna nie gra przeciwko trenerowi. Nie ma pomiędzy nami żadnych animozji. Przeciwnie. Razem przeszliśmy wiele i chcemy, żeby tak zostało. Przyczyn złej gry trzeba szukać gdzie indziej - stanowczo przyznaje Ireneusz Zarczuk. - Chyba podeszliśmy do III ligi nazbyt optymistycznie, ale za to zgodnie z możliwościami finansowymi klubu. Nie gramy na tyle źle, żeby zaliczać kolejne porażki. Gotowej recepty nie ma. Potrzebujemy szczęścia od zaraz. Wierzę w ten zespół. Oni potrafią grać w piłkę. Myślę, że to wkrótce udowodnią - przyznaje trener Marek Sadowski i dodaje: Teraz widać jak na dłoni, że zimą nie obejdzie się bez wzmocnień zespołu - mówi szkoleniowiec Łady. Dzisiaj dyspozycja piłkarzy zostanie przeanalizowana na posiedzeniu zarządu. W środę działacze spotkają się z radą drużyny. W sobotę Łada zmierzy się w Ostrowcu Świętokrzyskim z KSZO. (greg) Źródło: Dziennik Wschodni
|